wywiad

 
 


“Pana Samochodzika życie po życiu”


Z ARKADIUSZEM NIEMIRSKIM rozmawia Magdalena Mądrzak


Czy wie Pan, kto jest odbiorcą kontynuacji przygód Pana Samochodzika? Czy są to jego dawni wielbiciele, którzy nie mogą się rozstać z bohaterem dziecięcych lektur, czy młodzież?


Sądząc po otrzymywanych mailach – to młodzież w różnym wieku, czasami studenci i ludzie po trzydziestce. Goszcząc kilka lat temu na Międzynarodowych Targach Książki w Warszawie, mogłem się przekonać, że statystykę miłośników kontynuacji zawyżają dorośli, czyli ich rodzice, dziadkowie. Podczas spotkań autorskich obserwuję, że pokolenie wychowane na Harrym Potterze często nie zna nawet nazwiska twórcy najsłynniejszego polskiego detektywa. Czasami Niemirski to dla nich pseudonim Nienackiego lub odwrotnie. Potem dostaję maile, że seria ich oczarowała. Dziękują.


Na czym polega fenomen popularności Pana Samochodzika?


Dobre pytanie, na które zresztą Nienacki próbował odpowiedzieć w "Uwodzicielu". Uważam – tak jak on – że kluczem jest sprytnie wykreowany bohater ze swoim dziwacznym pojazdem zwanym wehikułem. Dziwna to postać, charyzmatyczna, z zasadami i z pozoru niegroźna (coś jak mój ulubiony porucznik Columbo). Mimo wszystko uważam, że o wielkości Tomasza decyduje jego głowa – najlepszy i niezawodny komputer pod słońcem – i zadziwiająca zdolność wikłania się w niesamowite sytuacje. Szukanie zaś skarbów to doskonały patent. Przemieszczamy się z miejsca na miejsce, weryfikujemy historię i do pokonania mamy zawsze silniejszego od siebie przeciwnika. My – bo mocno identyfikujemy się z bohaterem. Duch serii to także jego "potyczki" z płcią przepiękną.


Czy Pan prywatnie szuka skarbów?


Nie. Szukanie skarbów w realu zajmuje zbyt wiele czasu, efekt zaś bywa niepewny. Poza tym jestem zbyt leniwy. Wolę zabawiać się w poszukiwacza dzieł sztuki na papierze. Dla mnie ważniejsza od pracy detektywa w terenie jest jego intelektualna podróż w czasie, w przeszłość. Czasami poznanie motywów postępowania ludzi sprzed wieków, odtworzenie dawnej intrygi czy tajemnicy mogą być bardziej pasjonujące od samego skarbu. Gdyby chodziło tylko o znalezienie cennej rzeczy, nie byłoby właściwie, co czytać. Łowcy skarbów to dość ubogie stworzenia. Chociaż nie! Na codzień bywam detektywem... od pewnego bowiem czasu szukam czegoś cenniejszego od samego świętego Graala – kobiety. Kobieta – to dopiero tajemnica tajemnic! Oddałbym za nią dziesięć Bursztynowych Komnat.


Którą ze swoich "oryginalnych" książek uważa Pan za najlepszą? Dlaczego?


Za najlepsze swoje dzieło uważam opowiadanie kryminalne "Brooklyn crime story" ze zbioru  "Zbrodnia prawie dosonała" – i nie wiem czemu. W dziedzinie poszukiwania skarbów – "Pojedynek detektywów", w którym oddałem hołd Nienackiemu i Agacie Christie. Książka ma klimat. Udało mi się w niej dość dobrze zrównoważyć akcenty sensacyjne, historyczne i humorystyczne. No i zakończenie nie należy do banalnych.



Magazyn: Gentleman