Blog

 
 
 
 
 
 

Pewna moja wielbicielka z centralnej Polski (a co?! nie tylko Michał Wiśniewski ma wielbicielki) doniosła mi, że na stronie Forum Miłośników Pan Samochodzika pojawił się wątek dotyczący mojego spotkania autorskiego w Kołaczycach (http://pansamochodzik.ok1.pl/viewtopic.php?p=98078). Bardzo mi miło, dziękuję. Tym bardziej, iż uważam tę ciekawą skadinąd stronę za swoisty fan klub kolegi Sebastiana Miernickiego. Mimo wszystko kilku internautów pozytywnie wypowiada się tam o kilku moich kontynuacjach. Oczywiście, nie brakuje też opinii negatywnych, w czym specjalizuje się internauta o nicku Kustosz. Lecz szanuję jego gust. Nie śmiałbym, a nawet nie chciałbym, przekonywać go do mojej prozy, bo świat powinien być różnorodny i na całe szczęście jest. Na przykład ja wolę piłkę nożną od łucznictwa, ale czy to znaczy, że łucznictwo jest gorsze? Absolutnie nie. Ale nie o sporcie miało być.


Tak więc Kustosz pisze: “Pan Arkadiusz tak się odżegnuje od infantylizmu, a o ile sobie przypominam właśnie infantylizm i niedorzeczność niektórych rozwiązań fabularnych były moim głównym zarzutem wobec jego książek.” Jak widać dowodem na mój infantylizm jest opinia o moich tomach wystawiona przez Kustosza na tym forum. Ciekawe też, że spotkania autorskie uważa on za formę infantylizmu, bo do tego wyraźnie pije. Prawdopodobnie od teraz wszystko co w życiu zrobię będzie infantylne i niedorzeczne. Ale tak naprawdę to też nie o tym chciałem dzisiaj pisać.


Najpierw cytaty. Kustosz zwraca się na koniec swojego postu do innego forumowicza: “Nie sądzisz, że gdyby go inaczej uczesać i ubrać mógłby uchodzić za Palikota?”. Na co Michal_bn odpowiada: “Racja, nie zauważyłem wcześniej podobieństwa, ale teraz zgadzam się z Tobą. Sobowtór.”


Kurczę, że daleko mi do Pierce’a Brosnana, to wiedziałem, ale że jestem aż tak brzydki? (teraz rozumiem dlaczego pewna brunetka mnie rzuciła). Zajrzałem więc szybko do internetu i coś sprawdziłem. Otóż Janusz Palikot urodził się w 1964 r., z czego wynika, że jestem od niego starszy o całe dwa lata. Tak więc to Janusz Palikot jest moim sobowtórem! No ale niepokój pozostał. Zacząłem studiować dossier Szanownego Posła. Co się okazuje? Tych podobieństw między nami jest więcej. Obaj urodziliśmy się w październiku. I obaj mieliśmy po dwie żony. Kiedy Janusz Palikot produkował wina musujące, a potem wódkę Żołądkową Gorzką, ja konsumowałem te wyroby. Kiedy on przestał produkować, ja skończyłem konsumować (co za idealna współpraca!). On się nazywa Palikot, a ja... palę cygara i lubię koty. On jest moim sobowtórem, a ja jego. Nawet z niektórymi poglądami Szanownego Posła na gospodarkę się zgadzam, jak: wprowadzenie podatku liniowego, obniżenie deficytu budżetowego, ograniczenie biurokracji czy promowanie przedsiębiorczości. Na tym kończą się podobieństwa, a zaczynają schody.


Mimo wszystko nie jest źle być czyimś sobowtórem. I to takiej persony! Kiedy już Janusz Palikot zostanie Prezydentem III RP – a wszystko na to wskazuje, że zostanie – najwyżej będę dorabiał jako sobowtór prezydencki. Grunt to się dobrze w życiu ustawić.

 

Sobowtór

13 sty 2012

 
 
Made on a Mac
next  
 
  previous